Na warsztatach z zespołami e-commerce często wraca pytanie o teksty alternatywne: mamy czterdzieści tysięcy indeksów, kto ma to opisać. Przy tej skali praktycznym źródłem opisów są dane produktowe, które sklep już ma.

Najpierw: które obrazy w ogóle opisywać

Karta produktu zawiera zdjęcia o różnych rolach i nie wszystkie potrzebują opisu. Zdjęcie główne przekazuje treść, więc wymaga sensownego altu. Miniatury galerii pokazujące ten sam produkt z innych ujęć mogą dostać krótkie rozróżnienie w rodzaju „widok z tyłu". Ikony dekoracyjne, ozdobne separatory i tła powinny mieć pusty atrybut alt, dzięki czemu czytnik ekranu je pominie. Jest jeszcze przypadek szczególny: obraz będący jednocześnie linkiem do produktu na listingu. Tam tekst alternatywny pełni rolę treści linku, więc najlepiej sprawdza się po prostu nazwa produktu, bez słowa „zdjęcie" i bez „kliknij tutaj".

Szablon z atrybutów zamiast poezji

Dobry alt produktowy budujemy z danych, które siedzą w PIM albo w feedzie: typ produktu, marka, wariant koloru, cecha wyróżniająca. Z szablonu „kurtka przeciwdeszczowa damska, kolor oliwkowy, kaptur ze ściągaczem" niewidomy klient dowiaduje się więcej niż z niejednego opisu marketingowego. Reguła składania takich opisów to jednorazowa praca analityka i programisty, a obejmuje cały katalog naraz, łącznie z produktami, które dopiero zostaną dodane.

Makieta karty produktu oraz porównanie dwóch tekstów alternatywnych: opisowego z cechami produktu i bezużytecznej nazwy pliku
Różnica między altem złożonym z atrybutów produktu a nazwą pliku z aparatu, która niestety wciąż trafia do produkcji.

Czego nie wpuszczać do feedu

Lista grzechów jest krótka i powtarzalna. Nazwy plików w roli opisu, ze wszystkimi „IMG_4032_final_v2". Upychanie słów kluczowych pod SEO, przez co czytnik ekranu recytuje spam. Alt powtarzający słowo w słowo tytuł produktu widoczny centymetr niżej, co skutkuje podwójnym odczytem. Automatyczne opisy z modeli rozpoznawania obrazu wdrażane bez nadzoru, potrafiące nazwać kozaki skarpetami. Automatyzacja tego typu bywa użyteczna, ale jako podpowiedź dla człowieka przy produktach bez atrybutów, nie jako bezobsługowa taśma.

Kontrola jakości: próbka zamiast totalności

Przy dużym katalogu jakości altów nie pilnuje się przeglądem wszystkiego, bo taki przegląd nigdy się nie kończy. Działa sampling: co miesiąc kilkadziesiąt losowych kart, w tym nowości z ostatnich tygodni, sprawdzanych według prostej listy. Czy alt opisuje produkt. Czy nie dubluje sąsiedniego tekstu. Czy dekoracje mają pusty atrybut. Wyniki wracają do reguł w PIM, więc każdy wykryty problem naprawia się klasą błędów, a nie pojedynczym rekordem. Po dwóch, trzech cyklach odsetek uwag zwykle spada do poziomu, przy którym temat przestaje wymagać spotkań.

Uwaga na grafiki promocyjne w katalogu

Osobnym przypadkiem są banery wciskane między karty produktów oraz plakietki w rodzaju „hit ceny" wypalone w grafice. Tekst zaszyty w obrazie musi w całości znaleźć się w alcie, inaczej część klientów po prostu nie wie o promocji. Lepszym rozwiązaniem jest trzymanie takich napisów w warstwie HTML nad obrazem, bo wtedy problem znika u źródła, a grafik przestaje odpowiadać za treść ofertową. Ta sama zasada obowiązuje zresztą w mailingach, gdzie obraz z całą treścią promocji i pustym altem to wciąż codzienność polskich sklepów.